Zygmunt III Waza do rokoszu

Sejm warszawski

Sejm warszawski

Cóż takiego uczynił na owym sejmie król? Otóż obradowano tam o najrozmaitszych rzeczach, z czego po dłuższym czasie na pierwszy plan wysunęła się kwestia równouprawienienia dysydentów z łacinnikami. Król, oczywista, opowiadał się przeciw takiemuż, jednak większa część szlachty chciała tolerancji religijnej - według nich gwarantowała ona spokój w państwie, zapobiegała przed takimi wydarzeniami, jakie miały miejsce w krajach Europy Zachodniej, na przykład we Francji (noc św. Bartłomieja, czyli rzeź dysydentów, zwanych tam hugenotami, na olbrzymią skalę). Spisano więc stosowny dokument, ale jego uchwalenie odłożono już na następny dzień. Niestety, to był błąd. Oczywiście nikt nie mógł przewidzieć w jak szalony sposób zachowa się król... Ten bowiem w nocy nie spał - dokument o tolerancji religijnej szybko przesłał do Jezuitów, którzy to mieli ocenić, czy nie jest on aby w jakikolwiek sposób niezgodny z nauczaniem katolickim. Jezuici, co oczywiście nie dziwi i dziwić nie może, stwierdzili że rzeczony dokument jest absolutnie heretycki, bo nie dość, że gwarantuje dysydentom równouprawnienie w wierze, to jeszcze nakazuje łacinnikom bronić heretyków przed ewentualnymi zakusami na ich prawo do wyznawania swej wiary. Dwóch jezuitów więc zaczęło obchodzić szlacheckie sypialnie i namawiać do odrzucenia dokumentu, co dnia następnego zaowocowało zwyczajnym zerwaniem sejmu.